jak poprawic swoje życie
· ·

3 rzeczy, które każdy może robić, żeby poprawić swoje życie

Jako przedsiębiorca znam pewne zasady, które zna praktycznie każdy, kto prowadzi firmę. Trzeba się rozwijać, trzeba szukać klientów, trzeba mieć dobrą ofertę i dobre opinie. I tak dalej.

Ale zacząłem się zastanawiać, czy nie da się znaleźć zasad ogólniejszych. Takich, które działają nie tylko dla przedsiębiorców, ale dla każdego – niezależnie od tego, gdzie jesteś w życiu, co robisz i jaką masz pracę. Trzy rzeczy, które każdy może zastosować, żeby swoje życie poprawić.

No i je znalazłem.

1. Rób to, co teraz robisz, najlepiej jak się da

Nie tak, jak umiesz. Najlepiej jak się da. To różnica.

Dlaczego akurat to, co robisz teraz? Bo to prawdopodobnie daje Ci pieniądze i utrzymanie. Z tego jesteś oceniany – przez pracodawcę, przez współpracowników, przez innych ludzi. Ale jest druga, ważniejsza rzecz. To, co teraz robisz, buduje Twoje kompetencje i umiejętności.

Robić najlepiej jak się da to znaczy nie tylko wykonać robotę porządnie. To znaczy też szukać jeszcze lepszych sposobów, żeby ją zrobić. Udoskonalać. I właśnie to powoduje, że się uczysz, że pogłębiasz umiejętności, że stajesz się w tym coraz lepszy.

A kiedy jesteś coraz lepszy, dzieją się rzeczy. Dostajesz awans. Dostajesz podwyżkę. Możesz zmienić pracę na lepszą. Masz w życiu więcej satysfakcji.

2. Zastanów się, czy to jest to, co naprawdę chcesz robić

Drugi punkt jest prosty do zadania, trudniejszy do odpowiedzenia. Czy to, co robisz, to jest to, co chcesz robić w życiu? A jeśli nie – to co nim jest?

Najpierw po prostu trzeba to ustalić.

I teraz uwaga, bo tu większość rad brzmi tak samo: „rzuć wszystko i idź za marzeniem”. Ja do tego nie zachęcam. To zbyt radykalny krok. Możesz natomiast robić to po godzinach – w ramach hobby albo małego mikrobiznesu. Na początku możesz nawet robić to za darmo. Po to, żeby zdobywać doświadczenie i budować portfolio, czyli listę ludzi, którym już coś zrobiłeś.

Zrób sobie prostą stronę internetową, żeby pokazać, że to robisz. Załóż wizytówkę w Google, żeby zbierać opinie od tych, którym pomogłeś. To pozwoli Ci na płynne przejście.

Bo skoro punkt drugi jest inny niż pierwszy, to znaczy, że tego, co robisz teraz, do końca nie lubisz. Więc może warto zrobić transformację – z punktu A do punktu B. Powoli, bez skoku na głęboką wodę. Najpierw po godzinach. Zdobywasz doświadczenie, zdobywasz klientów, budujesz markę. A kiedy widzisz, że możesz się tym zająć na sto procent – zostawiasz to pierwsze zajęcie i przechodzisz do drugiego.

I nie chodzi tu tylko o pracowników na etacie. Każdy człowiek może przestać robić to, co nie daje mu pełnej satysfakcji, i zacząć skupiać się w stu procentach na tym, co chce robić. To jest cel.

A kiedy już tam dojdziesz? Wtedy znowu wraca punkt pierwszy. Rób to najlepiej jak się da.

3. Ucz się i rozwijaj – przez całe życie

Punkt trzeci obowiązuje zawsze. Niezależnie od tego, czy jesteś w punkcie pierwszym, w drugim, czy w drugim, który stał się pierwszym. Cały czas, przez całe życie.

Nauka. Poszerzanie wiedzy. Rozwijanie umiejętności. Sprawdzanie, jak robią to najlepsi w tym, co robisz albo chcesz robić – i co Ty możesz u siebie poprawić.

A kiedy już zbudujesz naprawdę dużą wiedzę i kompetencje, przychodzi następny krok. Zrobić coś jeszcze ponad to, co robią najlepsi. Bo o to przecież chodzi – żebyś to Ty był najlepszy, a nie inni.

Co naprawdę daje w życiu satysfakcję

I tu dochodzimy do sedna. Bo te trzy punkty układają się w jeden obraz, a ten obraz dotyczy czegoś znacznie większego niż awans czy podwyżka.

Zastanówmy się, co tak naprawdę daje satysfakcję.

Są drobne przyjemności – dobry posiłek, fajna impreza, nowe ubranie, jakiś gadżet. To są strzały satysfakcji. Krótkie. Przyjemne, ale przemijające. Moim zdaniem nadajemy im o wiele za dużo sensu. Większość z nich można w życiu mocno ograniczyć i nic się nie stanie.

Są też strzały większe. Ustalasz sobie cel i go realizujesz. Mocny zastrzyk satysfakcji. Tylko zauważ jedną rzecz: kiedy już cel osiągniesz, przestajesz do niego dążyć. A okazuje się, że to właśnie dążenie daje najwięcej.

I to nie jest tylko moje wrażenie. Holenderscy badacze z zespołu Jeroena Nawijna przebadali pod tym kątem ponad półtora tysiąca osób i wyszło im coś ciekawego – ludzie planujący wakacje byli szczęśliwsi przed wyjazdem niż ci, którzy nigdzie się nie wybierali. A po powrocie? U większości szczęścia nie przybywało wcale. Czyli samo wyczekiwanie i planowanie potrafi dać więcej radości niż leżenie na plaży.

No i teraz dochodzimy do tego, co moim zdaniem daje w życiu satysfakcję największą.

To jest rozwój. Ale powiązałbym go jeszcze z drugą rzeczą – z pracą. Z pracą, którą lubisz. Która daje Ci satysfakcję, a nie jest utrapieniem. Która nie powoduje, że w niedzielę wieczorem leżysz i nie możesz zasnąć, bo tak się stresujesz poniedziałkiem. Tylko taka, że rano wyskakujesz z łóżka, bo już chcesz robić to, co robisz.

Taka praca to jest satysfakcja level master na całe życie.

A teraz połącz tę pracę z rozwojem. Widzisz, że jesteś w niej coraz lepszy. Że Twoje umiejętności rosną – jak słupki w jakiejś gierce. Twój poziom doświadczenia rośnie, masz coraz więcej artefaktów, stajesz się niepokonany. Ale rozwijasz się dalej. Czytasz, dowiadujesz się nowych rzeczy, idziesz wyżej.

Trudno mi sobie wyobrazić bardziej satysfakcjonujące życie. Bardziej szczęśliwe życie niż to.

Podobne wpisy